Przy wdrożeniach dla dużych sieci (m.in. Grupa Eurocash, Smyk) najwięcej nauczyły mnie nie sklepy b2c, tylko aplikacje „za kulisami": b2b dla klientów hurtowych, kolektorowe do inwentaryzacji, portale dla franczyzobiorców. Mniej efektowne, ale to tu często jest największa dźwignia.
1. Wygrywa proces, nie interfejs
W b2b użytkownik nie „przegląda" — on wykonuje pracę: składa duże zamówienie, robi inwentaryzację, rozlicza dostawę. Liczy się, ile kliknięć i sekund zajmuje zadanie, a nie efektowna grafika.
2. Realia terenu, nie sala konferencyjna
Aplikacja kolektorowa musi działać w magazynie: słaby zasięg, rękawice, pośpiech, skaner w drugiej ręce. Rozwiązania projektowane „przy biurku" rozpadają się w praktyce.
3. Integracje to serce, nie dodatek
B2B żyje danymi z systemów (ERP, WMS, ceny, stany, rozrachunki). Najtrudniejsza i najważniejsza część to nie ekran, tylko to, co dzieje się pod spodem — i jak radzi sobie z błędami.
4. Adopcja jest częścią projektu
Najlepsza aplikacja jest bezwartościowa, jeśli zespół w terenie jej nie używa. Wdrożenie, szkolenie i słuchanie użytkowników to nie „faza po projekcie" — to część projektu.
Sklep b2c widać. Aplikacje b2b pracują po cichu — ale to często one decydują o tym, czy biznes działa sprawnie, czy grzęźnie w ręcznej robocie.