← Wszystkie perspektywy
Człowiek · technologia

Rzeczywistość vs. wirtualna rzeczywistość. O życiu w dwóch światach naraz

Jeszcze kilkanaście lat temu żyliśmy w jednym świecie. Dziś żyjemy w dwóch — i przełączamy się między nimi kilkadziesiąt razy dziennie, często nawet tego nie zauważając. Pierwszy to świat realny: praca, zakupy, rachunki, dzieci w szkole, remont, który się przeciąga, samochód, który akurat dziś postanowił się zepsuć. Zwykłe, bieżące sprawy, z którymi trzeba się zmierzyć każdego dnia. Drugi to świat wirtualny, napędzany social mediami. Tam nikt nie ma problemów. Ludzie są zamożni, wypoczęci i uśmiechnięci, samochody zawsze nowe, mieszkania jak z katalogu, a dzieci — wiecznie zadowolone.

Oba światy są „prawdziwe" w tym sensie, że oba w nas działają. Ale tylko jeden z nich jest pełny. Drugi jest starannie wybraną wystawą.

Wystawa zamiast życia

Pracuję w digitalu od prawie dwudziestu lat i kieruję zespołem marketingu, więc wiem jedno z bardzo bliska: ładny obraz jest zawsze efektem selekcji. Z dwudziestu zdjęć wybiera się jedno. Kadruje się tak, żeby nie było widać bałaganu za plecami. Pokazuje się efekt, a nie drogę do niego. W marketingu nikt tego nie ukrywa — taka jest natura komunikacji. Problem w tym, że dziś według tych samych zasad wielu ludzi pokazuje własne życie.

Nikt nie wrzuca zdjęcia z kolejki w przychodni, rozmowy o kredycie ani wieczoru, kiedy wszystko się posypało. Wrzuca się wakacje, nowe auto, udaną kolację i sukces w pracy. Każdy z tych postów z osobna jest prawdziwy. Ale ich suma tworzy obraz świata, który nie istnieje nigdzie — świata bez kosztów, bez zmęczenia i bez problemów.

Porównujemy swoje zaplecze z cudzą witryną

Człowiek od zawsze ocenia się przez porównanie z innymi — psychologia opisuje to od dziesięcioleci. Kiedyś porównywaliśmy się z sąsiadem, kolegą z pracy, rodziną. Dziś porównujemy się z setkami ludzi naraz, a do tego z ich najlepszymi momentami. Znamy całe swoje życie: niepewność, zmęczenie, zepsutą pralkę i pusty portfel pod koniec miesiąca. Od innych widzimy tylko witrynę. To porównanie jest z góry przegrane, bo zestawiamy własne zaplecze z cudzą wystawą.

Większość z nas rozumie to w teorii. Ale wiedza, że „to tylko Instagram", niewiele pomaga o 23:00, kiedy po ciężkim dniu przewijamy kolejne zdjęcia z Malediwów.

Co się dzieje w głowie

Nie każdy przeżywa to tak samo — wiele osób przewija social media bez większego wpływu na samopoczucie. Ale u części ludzi, szczególnie bardziej wrażliwych, młodszych albo akurat będących w trudnym momencie życia, pojawiają się bardzo konkretne problemy:

  • Poczucie, że „wszyscy mają lepiej". Własne życie zaczyna wyglądać na szare i nieudane, choć obiektywnie wcale takie nie jest. Zwykłe problemy odbierane są jak osobista porażka, bo „inni ich nie mają".
  • Niska tolerancja na zwykłą codzienność. Jeśli punktem odniesienia jest świat bez tarcia, każda awaria, kolejka i nudny wtorek zaczynają irytować bardziej, niż powinny. Prawdziwe życie po prostu przegrywa z jego wyretuszowaną wersją.
  • Lęk przed tym, że coś nas omija. Ciągłe sprawdzanie, co robią inni, i wrażenie, że wszyscy gdzieś są, coś przeżywają i z czegoś korzystają — tylko nie my.
  • Ucieczka zamiast mierzenia się z problemem. Kiedy realny świat jest trudny, wirtualny daje szybką ulgę. Kilka minut przewijania zamiast telefonu do urzędu, rozmowy z szefem czy zajęcia się rachunkami. Problem nie znika, tylko rośnie w tle.
  • Obraz własnego ciała i wyglądu. Filtry i retusz sprawiły, że „normalna" twarz i sylwetka zaczęły wyglądać jak coś do poprawienia. Dotyka to zwłaszcza nastolatków, ale nie tylko ich.

Co się dzieje z ciałem

Ten aspekt jest mniej oczywisty, a równie ważny. Aplikacje są projektowane tak, żeby trudno było je odłożyć: nieskończony feed, powiadomienia, nagroda pojawiająca się nieregularnie — raz ciekawy post, raz polubienie, raz nic. To ten sam mechanizm, który sprawia, że trudno odejść od automatu do gier. Skutki są bardzo przyziemne: krótszy i gorszy sen, bo telefon jest ostatnią rzeczą przed zaśnięciem i pierwszą po przebudzeniu; rozproszona uwaga, która coraz gorzej znosi dłuższą pracę nad jednym zadaniem; mniej ruchu, bo godzina przewijania to godzina, której nie spędziliśmy na spacerze. Do tego przewlekłe napięcie z ciągłego porównywania się, które organizm odczuwa jak zwykły stres — bo dla niego to jest zwykły stres.

Co się dzieje z relacjami

I wreszcie to, co moim zdaniem jest najbardziej niepokojące: wpływ na relacje między ludźmi.

  • Razem, ale osobno. Wspólny obiad, przy którym każdy patrzy w swój telefon. Rozmowa przerywana co kilka minut przez powiadomienie. Fizycznie jesteśmy obok siebie, a uwagą — gdzie indziej.
  • Porównywanie bliskich z cudzym ideałem. Partner, który „nie zabiera na takie wakacje jak u znajomych". Dziecko, które „nie jest tak zdolne jak dzieci z relacji". Dom, który „nie wygląda jak u tamtych". Bliscy przegrywają z ludźmi, których znamy tylko z ekranu.
  • Wstyd przed własną codziennością. Skoro u wszystkich jest pięknie, trudniej przyznać się, że u nas nie jest. Ludzie przestają mówić o problemach — finansowych, rodzinnych, zdrowotnych — bo czują, że odstają. A problem, o którym się nie mówi, zostaje z człowiekiem sam na sam.
  • Dużo kontaktów, mało bliskości. Setki znajomych w aplikacji i nikt, do kogo można zadzwonić w trudnej chwili. Polubienie nie zastąpi rozmowy, a komentarz nie zastąpi obecności.
  • Presja, żeby też coś pokazać. Część ludzi zaczyna żyć „pod publikę": wyjazd ważny jest dlatego, że dobrze wygląda na zdjęciu, a zakup — dlatego, że można się nim pochwalić. Bywa, że kończy się to wydatkami ponad stan, tylko po to, żeby nie odstawać.

Nie chodzi o to, żeby wyłączyć internet

Żeby było uczciwie: nie uważam, że świat wirtualny jest zły. Daje kontakt z ludźmi, których inaczej byśmy stracili z oczu, wiedzę, inspirację, a czasem prawdziwe wsparcie. Sam z niego korzystam i zawodowo, i prywatnie. Problemem nie jest istnienie dwóch światów, tylko pomylenie ich ze sobą — traktowanie wystawy jako miary własnego życia.

Kilka rzeczy, które moim zdaniem pomagają utrzymać właściwe proporcje:

  • Pamiętaj, że patrzysz na wybór, nie na całość. Za każdym ładnym zdjęciem jest zwykłe życie, którego nie widać — z takimi samymi rachunkami i awariami jak Twoje.
  • Zwróć uwagę, jak się czujesz po przewijaniu. Jeśli po kwadransie w aplikacji jest Ci gorzej niż przed nim, to ważna informacja. Konta, po których czujesz się gorzej, można przestać obserwować.
  • Zostaw sobie miejsca bez telefonu. Sypialnia, wspólne posiłki, pierwsza godzina po przebudzeniu. Nie chodzi o ascezę, tylko o odzyskanie kilku chwil dla prawdziwego świata.
  • Mów o prawdziwych sprawach. Z partnerem, z przyjaciółmi, z dziećmi. Okaże się, że inni mają bardzo podobne problemy — tylko ich nie pokazują.
  • Rozmawiaj z dziećmi o tym, jak powstaje obraz w internecie. Że filtr to nie twarz, a jedno zdjęcie z wakacji to nie całe życie. To dziś jedna z ważniejszych lekcji, jakich możemy im udzielić.

Z mojej perspektywy

Zawodowo pomagam tworzyć cyfrowe doświadczenia i wiem, ile pracy wkłada się w to, żeby coś w sieci wyglądało dobrze. Właśnie dlatego staram się pamiętać, że to, co widzę na ekranie, to efekt, a nie rzeczywistość. Prawdziwe życie jest bardziej chaotyczne, bardziej męczące i mniej fotogeniczne. Ale to w nim są ludzie, którzy znają nas naprawdę, problemy, które da się rozwiązać, i radości, które nie potrzebują publiczności.

Świat wirtualny nie zniknie i nie musi. Wystarczy, że będziemy pamiętać, który z tych dwóch światów jest naszym domem — i nie pozwolimy, żeby wystawa w witrynie zaczęła nam mówić, że z naszym domem jest coś nie tak.

Masz podobne wyzwanie w e-commerce lub produkcie cyfrowym?

Porozmawiajmy